Kiedy Excel i WhatsApp przestają wystarczać w serwisie (i ile cię to kosztuje)

Excel i WhatsApp przestają wystarczać w serwisie? Zobacz, ile kosztuje chaos i jak wdrożyć program zamiast Excela w serwisie bez rewolucji.

Wtorek, 16:40. Dzwoni klient sprzed roku i prosi o protokół z ostatniego przeglądu, bo akurat potrzebuje go do gwarancji. Ty przewijasz WhatsAppa w tył, otwierasz dwa arkusze i szukasz zdjęć w telefonie, który w międzyczasie wymieniłeś. Po kwadransie mówisz „oddzwonię" i wiesz, że nie oddzwonisz od razu. To nie jest kłopot z twoją pamięcią. To znak, że narzędzia, które na starcie w zupełności wystarczały, przestały nadążać za firmą.

Excel i WhatsApp nie są złe, tylko mają swój sufit

Na początku sprawdzają się świetnie. Nic nie kosztują, każdy je zna, monter nie musi się niczego uczyć. Problem w tym, że powstały do czegoś innego. Excel to tabela liczb, WhatsApp to rozmowa. A jedno zlecenie serwisowe to jedno i drugie naraz, plus zdjęcia z miejsca, termin następnego przeglądu, historia tego konkretnego urządzenia i podpis klienta na protokole. Kiedy każda z tych rzeczy leży gdzie indziej, to nie ty panujesz nad zleceniem, tylko zlecenie ucieka tobie.

Po czym poznać, że przestały wystarczać

  • Tę samą sprawę składasz z trzech miejsc: termin z arkusza, ustalenia z czatu, zdjęcia z telefonu montera.
  • Monter dzwoni z terenu, żeby dopytać, co właściwie było robione u tego klienta ostatnim razem.
  • Zdjęcia z roboty znikają, gdy ktoś czyści pamięć telefonu albo zmienia sprzęt.
  • O przeglądzie, który miał być „za rok", przypominasz sobie dopiero wtedy, gdy klient dzwoni z awarią.
  • Nowa osoba w firmie przez pierwsze tygodnie głównie pyta, gdzie co jest.

Ile to naprawdę kosztuje

Rzadko jest to jeden wielki wydatek, po którym łapiesz się za głowę. To raczej drobne wycieki, które przez rok składają się na realne pieniądze i na klientów, którzy nie wrócili. Trzy z nich widać najczęściej.

  • Zgubione zdjęcia. Zdjęcie „przed i po" to twój dowód przy reklamacji i przy rozliczeniu z klientem. Kiedy leży w rolce aparatu montera, przy sporze nagle go nie ma, a wtedy słowo klienta waży tyle co twoje.
  • Zapomniane terminy. Przegapiony przegląd to nie jedna wizyta mniej. To klient, który dzwoni do kogoś innego, bo tamta firma pierwsza się odezwała. Najdroższe jest zlecenie, które nigdy do ciebie nie wróciło.
  • Brak historii urządzenia. Bez zapisu, co było robione i jakie części szły, każda kolejna wizyta zaczyna się od zgadywania. Tracisz czas na miejscu, a klient widzi, że nie pamiętasz własnej roboty.

Program zamiast Excela w serwisie: jak przejść bez rewolucji

Największy błąd to próba przeniesienia całej firmy w jeden weekend. Nie trzeba. Przejście da się rozłożyć tak, żeby przez cały czas normalnie pracować.

  1. Zostaw stare arkusze jako archiwum. Nie przepisujesz historii, po prostu każde nowe zlecenie zapisujesz już w jednym miejscu.
  2. Ustaw gotowe szablony protokołów dla swojej branży, żeby monter w terenie tylko uzupełniał pola, a nie pisał wszystkiego od nowa.
  3. Wpisz najpierw klientów, u których zbliża się przegląd. To oni najszybciej przyniosą efekt.
  4. Naklej kody QR na urządzenia przy najbliższych wizytach. Naklejasz raz, a zgłoszenia od klienta wracają potem latami.
  5. Po miesiącu policz, ile rzeczy przestałeś nosić w głowie.

Wejście w to jest lżejsze, niż się wydaje. W Montaku pierwsza konfiguracja zajmuje jakieś piętnaście minut: wpisujesz NIP, dane firmy zaciągają się z GUS, a szablony protokołów dla twojej branży są już gotowe. Aplikacja montera działa w terenie bez zasięgu i sama wysyła dane, gdy wróci internet. Klient nic nie instaluje ani nie zakłada konta: podpisuje protokół na ekranie telefonu albo tabletu, a PDF dostaje mailem. Dane leżą na serwerach w Unii Europejskiej, zgodnie z RODO. Zacząć możesz na planie darmowym, bezterminowo i bez podawania karty, więc sprawdzenie tego nic nie kosztuje.

Największa różnica: porządek, który sam przynosi zlecenia

Arkusz i czat najwyżej przechowują to, co już wiesz. Dobrze poukładane zlecenia potrafią więcej. Kiedy terminy przeglądów pilnuje system, to on przypomina klientowi, że zbliża się przegląd, i takie przypomnienie wraca jako nowe zlecenie, zamiast przepaść. Kiedy na urządzeniu jest kod QR, klient skanuje naklejkę i zgłasza usterkę prosto do ciebie, zanim w ogóle pomyśli, żeby dzwonić gdzie indziej. Na tym polega pomysł Montaka: nie chodzi tylko o to, żeby posprzątać dokumenty, ale żeby z tego porządku robiły się kolejne zlecenia. Faktur program na razie nie wystawia, integracja z programem do fakturowania jest w planach, więc rozliczenia zostają tam, gdzie prowadzisz je dzisiaj.

Excel i WhatsApp nie znikną z dnia na dzień i nie muszą, ale od chwili, w której zaczynasz za nie płacić zgubionymi zdjęciami i przegapionymi przeglądami, jedno miejsce przestaje być wygodą, a staje się rachunkiem, który i tak uregulujesz.

Zobacz też

Alarmy i monitoring Elektryka
Załóż darmowe konto w MontakuPrzeglądy, protokoły i zgłoszenia z QR w jednym miejscu. Bez karty.
Zacznij za darmo
Więcej wpisów na blogu